Najczęstsze błędy na stronach WordPress (i jak ich uniknąć)

najczęstsze błędy na stronach wordpress

WordPress to bez wątpienia najpopularniejszy system zarządzania treścią na świecie. Napędza ponad 40% internetu, od małych blogów po gigantyczne serwisy korporacyjne. Jego popularność wynika z elastyczności i relatywnej łatwości obsługi. Jednak ta niska bariera wejścia jest często pułapką. Fakt, że łatwo jest „postawić” stronę na WordPressie, nie oznacza, że łatwo jest stworzyć stronę skuteczną, bezpieczną i szybką.

W swojej ponad 10-letniej pracy z klientami w Polsce widziałem setki witryn. Wiele z nich, mimo estetycznego wyglądu, po prostu „nie działało” biznesowo. Właściciele firm często skupiają się na kolorach logo czy doborze zdjęć, pomijając fundamenty techniczne i strategiczne. Efekt? Strona, która jest kosztem, a nie inwestycją.

W tym artykule pokazuję najczęstsze błędy na stronach WordPress, jakie popełniają właściciele małych i średnich firm. Jeśli chcesz zrozumieć szerszy kontekst tego ekosystemu, polecam najpierw zajrzeć do naszego głównego opracowania: WordPress – kompletny przewodnik (2026), gdzie omawiam fundamenty tego CMS-a. Tutaj skupimy się na tym, co może pójść nie tak – i jak temu zapobiec, zanim stracisz klientów.

To błąd numer jeden, który paradoksalnie nie ma nic wspólnego z kodowaniem. To błąd strategiczny. Wielu przedsiębiorców wychodzi z założenia: „Muszę mieć stronę, bo wszyscy mają”. Zlecają więc jej wykonanie, otrzymują „ładną wizytówkę” i… nic się nie dzieje.

Strona internetowa w 2025 roku nie może być tylko cyfrową ulotką. Musi być narzędziem handlowym. Największym grzechem jest brak odpowiedzi na pytanie: Co użytkownik ma zrobić po wejściu na moją stronę?

Często widzę witryny, gdzie strona główna to ściana tekstu o historii firmy („Nasza firma powstała w 1998 roku…”), ale brakuje na niej wyraźnego wezwania do działania (CTA – Call to Action). Użytkownik przewija treść, kiwa głową i wychodzi, bo nikt nie powiedział mu: „Umów bezpłatną konsultację”, „Zobacz cennik” czy „Zadzwoń teraz”.

Jak to wygląda w praktyce? Klient wchodzi na stronę firmy hydraulicznej. Widzi zdjęcia rur i uśmiechniętego pracownika. Czyta o misji firmy. Ale numer telefonu jest ukryty w zakładce „Kontakt”, a formularz jest długi i skomplikowany. Klient, który ma awarię, nie będzie szukał. Wyjdzie i kliknie w wynik konkurencji, gdzie przycisk „Wezwij pomoc” jest widoczny od razu.

Strona musi prowadzić użytkownika za rękę. Jeśli Twoja witryna jest „ładna, ale nieskuteczna”, to prawdopodobnie brakuje jej strategicznego celu i przemyślanej ścieżki klienta.

Slider na stronie głównej (Karuzela)

To jeden z tych elementów, o który klienci proszą najczęściej, a który specjaliści odradzają najgłośniej. Wielki slider z przesuwającymi się zdjęciami na górze strony głównej to relikt web designu sprzed dekady.

Dlaczego to błąd?

  1. Ślepota banerowa: Badania pokazują, że użytkownicy ignorują ruszające się elementy, traktując je podświadomie jako reklamy.

  2. Tylko pierwszy slajd się liczy: Statystyki kliknięć są bezlitosne – mniej niż 1% użytkowników klika w drugi lub trzeci slajd. Jeśli ukryłeś tam ważną ofertę, nikt jej nie zobaczy.

  3. Zabójca wydajności: Slidery wymagają załadowania ciężkich skryptów JavaScript i kilku dużych zdjęć naraz. To drastycznie obniża wynik w Google PageSpeed Insights i opóźnia moment, w którym strona jest gotowa do użycia.

Zobacz także:  Ile kosztuje strona internetowa w Żywcu? [2026]

Zamiast karuzeli, postaw na statyczny Hero Image – jedno, dobrej jakości zdjęcie z konkretnym nagłówkiem i przyciskiem CTA. Jest szybciej, czytelniej i skuteczniej.

Zbyt wolne ładowanie strony

Żyjemy w czasach natychmiastowej gratyfikacji. Jeśli Twoja strona ładuje się dłużej niż 3 sekundy, tracisz około 40-50% użytkowników. Oni nie czekają, aż załaduje się Twój piękny slider ze zdjęciami w wysokiej rozdzielczości – oni po prostu wracają do Google.

Wolne ładowanie to cichy zabójca biznesu. Nie widzisz tego w panelu administratora, bo Ty prawdopodobnie masz stronę zapisaną w pamięci podręcznej przeglądarki. Ale nowy klient, wchodzący na stronę ze smartfona, korzystając z przeciętnego zasięgu LTE w pociągu, widzi tylko biały ekran.

Główne przyczyny to zazwyczaj:

  • Ogromne zdjęcia: Wrzucanie fotografii prosto z aparatu lub banku zdjęć (np. 5 MB jedno zdjęcie), zamiast ich optymalizacji i kompresji.

  • Zły kod motywu: Używanie ciężkich, gotowych motywów, które ładują setki niepotrzebnych skryptów.

  • Brak cache: Serwowanie każdemu użytkownikowi strony generowanej od nowa, zamiast wersji statycznej.

Google oficjalnie przyznaje, że szybkość strony jest czynnikiem rankingowym. Wolna strona to nie tylko irytacja użytkownika, to także niższe pozycje w wyszukiwarce. Temat ten jest techniczny i szeroki, dlatego szczegółowo omówiliśmy go w osobnym materiale. 

Instalowanie motywów z ThemeForest

Serwisy takie jak ThemeForest kuszą pięknymi demami. Widzisz motyw za 50 dolarów, który wygląda jak strona za 50 tysięcy złotych. Kupujesz, instalujesz i… zaczynają się schody.

Gotowe motywy typu „Multi-Purpose” (wielozadaniowe) są tworzone tak, by pasowały każdemu: prawnikowi, hydraulikowi i właścicielowi siłowni. Aby to osiągnąć, twórcy upychają w kodzie tysiące opcji, których nigdy nie użyjesz.

  • Kod jest „spuchnięty” (bloated): Strona ładuje setki zbędnych linii CSS i JS.

  • Efekt Lock-in: Jesteś przywiązany do autorskich rozwiązań danego motywu. Zmiana wyglądu w przyszłości często oznacza konieczność budowania strony od zera.

  • Problemy z aktualizacjami: Często po roku twórca motywu przestaje go wspierać, a Ty zostajesz z dziurawym kodem.

Lepiej postawić na lekkie, sprawdzone motywy startowe (jak Hello Elementor, Astra czy Kadence) i zbudować na nich własny design, niż walczyć z ociężałym kombajnem.

Przeładowanie wtyczkami

WordPress słynie z wtyczek. „There’s a plugin for that” (jest do tego wtyczka) to popularne powiedzenie. I to prawda – wtyczki pozwalają rozbudować stronę o niemal każdą funkcję bez znajomości programowania. Jednak wielu właścicieli stron wpada w pułapkę „więcej znaczy lepiej”.

Często spotykam strony, które mają zainstalowanych 40, 50, a nawet więcej wtyczek. Właściciel potrzebował dodać kod Google Analytics – zainstalował wtyczkę. Chciał zmienić czcionkę – kolejna wtyczka. Chciał dodać padający śnieg na święta – kolejna wtyczka.

Dlaczego to błąd?

  1. Wydajność: Każda wtyczka to dodatkowy kod, który serwer musi przetworzyć.

  2. Bezpieczeństwo: Każda wtyczka to potencjalna „dziura”, przez którą haker może dostać się do strony. Im więcej wtyczek, tym większa powierzchnia ataku.

  3. Konflikty: Wtyczki są pisane przez różnych autorów. Często zdarza się, że wtyczka A „gryzie się” z wtyczką B, powodując błędy krytyczne na stronie.

Profesjonalne podejście polega na minimalizmie. Instalujemy tylko to, co niezbędne. Wiele funkcji można wdrożyć za pomocą kilku linijek kodu, zamiast instalować ciężki kombajn. 

Mieszanie edytorów (Elementor + Gutenberg + Divi)

To błąd techniczny, który nazywamy „tworzeniem Frankensteina”. Zdarza się, gdy strona jest rozwijana przez wiele lat przez różne osoby bez spójnej wizji.

Na przykład: strona główna jest zrobiona w Elementorze, wpisy blogowe w domyślnym Gutenbergu, a Landing Page sprzed 3 lat „wisi” na starym kreatorze Divi lub WPBakery. Efekty?

  1. Strona ładuje biblioteki wszystkich tych edytorów naraz, co masakruje wydajność.

  2. Edycja treści jest koszmarem – musisz pamiętać, w czym zrobiona była dana podstrona.

  3. Konflikty w kodzie CSS powodują, że przyciski wyglądają inaczej na każdej podstronie.

Zobacz także:  Pierwsze kroki po instalacji WordPress

Zasada jest prosta: wybieramy jeden „Page Builder” (lub natywny edytor WordPressa) i trzymamy się go konsekwentnie w całym serwisie.

Brak podstawowego SEO

WordPress jest z natury przyjazny dla wyszukiwarek, ale sam z siebie nie zrobi całej roboty. Częstym błędem jest całkowite ignorowanie konfiguracji SEO. Widuję strony, które blokują indeksowanie w Google (zapomniana opcja w ustawieniach) lub nie mają opisów meta. Bez tego Twoja strona jest dla Google niemal niewidzialna. O konfiguracji piszemy szerzej w sekcji SEO dla WordPress, ale poniżej omówię trzy specyficzne błędy SEO, które są nagminne.

Zbyt ogólne nagłówki (H1, H2)

Wielu właścicieli stron traktuje nagłówki tylko jako element ozdobny – sposób na pogrubienie tekstu. Tymczasem dla Google nagłówki H1, H2 i H3 to spis treści Twojej witryny.

Błąd polega na stosowaniu nagłówków typu:

  • H2: „Wstęp”

  • H2: „O nas”

  • H2: „Oferta”

  • H2: „Podsumowanie”

To marnotrawstwo potencjału. Roboty Google czytają te nagłówki, by zrozumieć kontekst. Nagłówek powinien brzmieć: „Kompleksowe usługi księgowe w Krakowie” zamiast „Oferta”. Bądź konkretny i używaj słów kluczowych w nagłówkach.

Brak struktury linkowania wewnętrznego

Często spotykam strony, które są zbiorem „samotnych wysp”. Masz świetny artykuł na blogu o wymianie opon, ale nie ma w nim ani jednego linku do podstrony z cennikiem wulkanizacji czy formularza rezerwacji.

Linkowanie wewnętrzne pełni dwie funkcje:

  1. Zatrzymuje użytkownika: Dajesz mu kolejną ciekawą treść do przeczytania.

  2. Pomaga Google: Roboty indeksujące poruszają się po linkach. Jeśli podstrona nie ma linków przychodzących, Google może uznać ją za mało ważną.

Twórz sieć powiązań. Artykuł powinien prowadzić do usługi, a usługa do realizacji (portfolio).

Źle ustawione menu

Menu to nawigacja. Ma być jak drogowskaz, a nie jak zagadka logiczna. Błąd, który widzę bardzo często, to klątwa urodzaju. Właściciel firmy chce pokazać wszystko, więc w głównym menu mamy 12 pozycji, a niektóre z nich mają rozwijane listy, które… mają kolejne rozwijane listy.

Na komputerze wygląda to chaotycznie, ale na telefonie staje się nieużywalne – menu zasłania cały ekran, a użytkownik nie może trafić palcem w odpowiednią opcję. Dobre menu powinno zawierać maksymalnie 5-7 głównych elementów. Resztę mniej istotnych podstron (jak Polityka Prywatności czy Regulamin) przenieś do stopki (footeru). Nazywaj pozycje jasno: „Oferta” jest lepsza niż „Co możemy dla Ciebie zrobić w ramach naszej pasji”.

Ignorowanie UX i konwersji

User Experience (UX), czyli doświadczenie użytkownika, to nie jest fanaberia dla korporacji. To po prostu dbałość o to, by klient nie czuł się na Twojej stronie zagubiony.

Błąd, który widzę nagminnie, to chaos informacyjny. Właściciel firmy chce pokazać wszystko na raz: ofertę, nagrody, zespół, aktualności, ostatnie realizacje i mapę dojazdu – najlepiej wszystko na pierwszym ekranie strony głównej. W efekcie użytkownik dostaje oczopląsu i nie wie, w co kliknąć.

Innym grzechem jest brak hierarchii. Wszystkie elementy są tak samo ważne, tak samo duże i tak samo kolorowe. Dobre UX polega na prowadzeniu wzroku użytkownika: od nagłówka, przez korzyści, aż do przycisku zakupu lub kontaktu.

Kolejna kwestia to wersja mobilna. W 2025 roku ruch z telefonów często przekracza 70-80%. Tymczasem wiele stron jest projektowanych na dużych monitorach w biurze agencji, a na telefonie „jakoś to wygląda”. „Jakoś” to za mało. Przyciski muszą być klikalne kciukiem, czcionki czytelne bez powiększania, a menu intuicyjne.

Jeśli Twoja strona jest trudna w obsłudze, użytkownicy uciekną do konkurencji, która ułatwiła im życie. 

Brak zabezpieczeń i aktualizacji

Traktowanie WordPressa w modelu „postaw i zapomnij” to proszenie się o kłopoty. Nieaktualne wtyczki to otwarte drzwi dla hakerów. Skutki mogą być opłakane: od doklejenia spamu na stronie, po całkowite usunięcie witryny i blokadę domeny przez Google. Bezpieczeństwo omawiamy szeroko w sekcji „Bezpieczeństwo WordPress”, ale jest jeden aspekt, o którym muszę wspomnieć osobno.

Zobacz także:  WordPress vs Wix vs Squarespace - która platforma najlepiej wspiera mały biznes?

Brak backupu poza hostingiem

Wielu klientów mówi mi: „Jestem bezpieczny, mam backup na hostingu”. To złudne poczucie bezpieczeństwa. Co się stanie, jeśli:

  • W serwerowni wybuchnie pożar (zdarzyło się to w dużej firmie hostingowej OVH)?

  • Haker włamie się na Twoje konto hostingowe i skasuje wszystko – łącznie z kopiami zapasowymi zapisanymi na tym samym serwerze?

  • Zapomnisz opłacić fakturę i firma hostingowa usunie Twoje dane?

Złota zasada brzmi: jeden backup to żaden backup. Musisz posiadać kopię zapasową trzymaną w innej lokalizacji (np. w chmurze Google Drive, Dropbox, Amazon S3 lub na dysku lokalnym). Tylko niezależna kopia danych daje 100% gwarancji odzyskania strony w razie katastrofy.

Słaby hosting

Wyobraź sobie, że budujesz luksusowy dom, ale stawiasz go na bagnistym gruncie. Tak właśnie wygląda postawienie profesjonalnej strony firmowej na najtańszym hostingu współdzielonym za 50 zł rocznie.

Hosting to fundament. Słaby serwer oznacza:

  • Wolne działanie strony (niezależnie od optymalizacji kodu).

  • Częste awarie (strona nie działa, gdy akurat klient chce zadzwonić).

  • Słaby support (czekasz 48h na odpowiedź, gdy strona leży).

  • Problemy z dostarczalnością e-maili (Twoje oferty wpadają do SPAMu).

Wielu przedsiębiorców oszczędza na hostingu, nie rozumiejąc, że to oszczędność pozorna. Różnica między słabym a dobrym hostingiem to często koszt rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie, a wpływ na stabilność biznesu jest kolosalny. Wybór serwera powinien być świadomą decyzją techniczną, a nie poszukiwaniem najniższej ceny.

Brak regularnej opieki nad stroną

Ten punkt wiąże się z bezpieczeństwem, ale wykracza poza nie. Strona internetowa to żywy organizm. Zmieniają się standardy w internecie, zmieniają się wersje języka PHP na serwerach, zmieniają się algorytmy Google.

Strona, która nie jest doglądana, ulega zjawisku „cyfrowej degradacji” (software rot). Coś, co działało rok temu, dziś może przestać działać, bo wtyczka formularza przestała być kompatybilna z nową wersją WordPressa. Linki do podstron mogą przestać działać (błędy 404), co frustruje użytkowników.

Brak stałej opieki technicznej to ryzyko, że w kluczowym momencie – np. podczas kampanii reklamowej – strona przestanie działać, a Ty nawet o tym nie będziesz wiedzieć, dopóki klient nie zadzwoni ze skargą. Profesjonalne strony wymagają administratora, który trzyma rękę na pulsie.

Próba robienia wszystkiego samemu

Na koniec błąd, który wynika z ambicji i chęci oszczędności, ale często kosztuje najwięcej. Wielu właścicieli małych firm próbuje być jednocześnie dyrektorem, handlowcem i webmasterem.

WordPress jest intuicyjny, ale to wciąż narzędzie techniczne. Spędzanie wieczorów na forach internetowych, próbując zrozumieć, dlaczego logo przesuwa się w prawo na iPhonie, albo dlaczego po aktualizacji zniknęło menu, to strata Twojego cennego czasu. Czasu, który mógłbyś poświęcić na obsługę klientów, sprzedaż czy rozwój firmy.

Koszty ukryte samodzielnego działania:

  1. Czas: Godziny stracone na naukę i naprawianie błędów.

  2. Jakość: Rozwiązania „na skróty” często mszczą się w przyszłości.

  3. Stres: Nerwy, gdy strona pada, a Ty nie wiesz dlaczego.

W pewnym momencie rozwoju firmy warto powiedzieć „dość” i oddać kwestie techniczne w ręce specjalistów. To nie koszt, to odzyskanie czasu i spokoju ducha.

Najczęstsze błędy na stronach WordPress - Podsumowanie

Błędy na stronach WordPress zdarzają się każdemu, ale te opisane powyżej są najbardziej kosztowne dla firm. Podsumujmy checklistę rzeczy do unikania:

  • Strona bez celu i wezwania do działania (CTA).

  • Ciężkie slidery i motywy-kombajny z ThemeForest.

  • Bałagan w kodzie (mieszanie edytorów, nadmiar wtyczek).

  • Błędy SEO (brak linkowania, słabe nagłówki).

  • Zły UX (przeładowane menu, brak wersji mobilnej).

  • Brak kopii zapasowej poza serwerem.

  • Słaby hosting i brak opieki technicznej.

Twoja strona ma potencjał, by być najlepszym handlowcem w Twojej firmie. Wymaga jednak profesjonalnego podejścia i regularnej troski.

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest

Porozmawiajmy

Chcesz, żeby Twoja firma wreszcie była widoczna w sieci?

Od projektu strony, przez SEO i Google Moja Firma — pomagam lokalnym firmom pozyskiwać klientów online bez marnowania budżetu.

wojciech duraj initsoft kontakt

Powiązane wpisy

Zobacz też