Zanim cokolwiek zrobicie
Jeśli strona właśnie padła, jest jedna rzecz ważniejsza od szybkiego działania: nie usuwajcie niczego pod presją. Odinstalowanie wtyczki, skasowanie plików „które wyglądały podejrzanie” albo ponowna instalacja WordPressa na tym samym koncie potrafią zamienić awarię odwracalną w nieodwracalną.
Prawie zawsze da się to naprawić. Pliki i baza zwykle są całe — problem leży w jednym elemencie, który blokuje uruchomienie. Napiszcie, co się dzieje, i nie ruszajcie reszty.
Co możecie sprawdzić sami w pięć minut
Zanim do mnie napiszecie, warto zebrać trzy informacje. Skrócą diagnozę i czasem wystarczą, żebyście naprawili to bez nikogo.
- Co dokładnie widać na ekranie. Zróbcie zrzut. „Nie działa” i „błąd krytyczny” to dwie zupełnie różne sytuacje, a komunikat często wskazuje winowajcę.
- Co zmieniło się tuż przed. Aktualizacja, nowa wtyczka, zmiana w panelu hostingu, wygasła płatność? Dziewięć na dziesięć awarii ma taką przyczynę i to ona najszybciej prowadzi do rozwiązania.
- Czy panel administracyjny się otwiera. Jeśli tak — awaria jest lżejsza, niż wygląda. Jeśli nie, trzeba wejść przez pliki albo bazę.
Jeśli macie dostęp do panelu i podejrzewacie wtyczkę, wyłączenie ostatnio aktualizowanej często wystarcza. To jedyna rzecz, jaką radzę robić samodzielnie — reszta bez znajomości struktury WordPressa kończy się zwykle pogorszeniem sytuacji.
Jak liczę czas i pieniądze
Przy awarii najbardziej denerwuje nie sama usterka, tylko brak informacji, ile to potrwa i ile będzie kosztować. Dlatego kolejność jest zawsze taka sama.
- Odpowiadam tego samego dnia, zwykle w ciągu kilku godzin. To jedyna obietnica, jaką składam przed obejrzeniem strony.
- Diagnoza jest bezpłatna. Oglądam, co się dzieje, i mówię, co się stało i ile roboty przed nami.
- Cenę podajecie do akceptacji przed startem. Nie ma dopłat pojawiających się w trakcie ani rozliczania „za godziny, ile wyjdzie”.
- Drobne awarie zamykają się w jednej–dwóch godzinach pracy. Poważniejsze wyceniam osobno i mówię wprost, gdy naprawa przestaje się opłacać.
Naprawiam przyczynę, nie objaw
Można postawić stronę na nogi w piętnaście minut, przywracając kopię — i tydzień później mieć tę samą awarię. To nie jest naprawa, tylko odroczenie.
Dlatego po przywróceniu działania szukam, co do awarii doprowadziło: konflikt wtyczek, przeciążony hosting, wersja PHP, brak aktualizacji od dwóch lat, ustawienie zmienione przez kogoś, kto miał dostęp. Dostajecie krótką notatkę, co to było i co zrobić, żeby się nie powtórzyło — nawet jeśli oznacza to, że nie potrzebujecie mnie więcej.
Sklepy WooCommerce traktuję priorytetowo
Przy sklepie awaria kosztuje realne pieniądze co godzinę, więc kolejność jest inna: najpierw przywracam możliwość składania zamówień, potem szukam przyczyny.
Po naprawie sprawdzam dodatkowo trzy rzeczy, o których łatwo zapomnieć: czy w czasie awarii nie zgubiły się zamówienia, czy płatności wracają poprawnie i czy maile transakcyjne znowu wychodzą. Sklep, który przyjmuje zamówienia, ale nie wysyła potwierdzeń, jest wciąż zepsuty — tylko mniej widocznie.
Kiedy to nie jest awaria, tylko włamanie
Część zgłoszeń o „dziwnie działającej stronie” okazuje się infekcją: przekierowania na obce witryny, ostrzeżenie Google, nieznani administratorzy w panelu. To osobna, szersza robota — czyszczenie plików i bazy, załatanie luki, zdjęcie ostrzeżenia.
Jeśli w trakcie diagnozy okaże się, że to ten przypadek, mówię od razu i przechodzimy na odwirusowanie WordPress. Nie doliczam za to niespodzianki w trakcie — zmienia się zakres, więc zmienia się wycena, i dowiadujecie się o tym przed pracą, nie po.
Co potem
Naprawa jest usługą jednorazową i tak ją rozliczam. Nie ma tu pakietu, do którego trzeba dopłacić, żeby strona dalej działała.
Powiem jednak wprost, jeśli awaria wynikła z rzeczy, które będą wracać — braku kopii zapasowych, aktualizacji zaniedbanych od dwóch lat, hostingu, który nie wyrabia. Wtedy sensowniejsza od kolejnej naprawy jest stała opieka, ale to Wasza decyzja i nie jest warunkiem niczego.