Administrator strony internetowej — kogo wybrać
Administrator strony internetowej to nie stanowisko, tylko zestaw zadań, które ktoś musi wykonywać — i w małej firmie zwykle nie wykonuje ich nikt. Nie dlatego, że właściciel nie chce. Dlatego, że to zadania, które nigdy nie są pilne — dopóki nie zrobią się bardzo pilne. Poniżej: co dokładnie wchodzi w ten zakres, kto może to robić i czego wymagać od osoby, której to powierzasz.
Co robi administrator strony internetowej
Siedem zadań. Żadne nie jest widoczne, dopóki się go nie zaniedba:
- Aktualizacje po sprawdzeniu, nie hurtem. Kopia, potem aktualizacja partiami, na końcu sprawdzenie, czy strona i formularze nadal działają. Opisałem tę procedurę przy kosztach utrzymania.
- Kopie zapasowe poza serwerem strony. Kopia na tym samym koncie co strona ginie razem z nią przy poważnej awarii albo infekcji.
- Monitoring dostępności. Żeby to administrator dowiedział się pierwszy, że strona nie działa — a nie klient, który chciał coś zamówić.
- Przegląd bezpieczeństwa. Konta administratorów, uprawnienia, wtyczki bez wsparcia, znane luki w tym, co jest zainstalowane.
- Kontrola stanu technicznego. Czy strona jest indeksowana, czy certyfikat nie wygasa, czy nic nie zwraca błędu, czy wersja PHP nadal dostaje poprawki.
- Wprowadzanie zmian w treści. Nowa cena, nowa osoba, nowa realizacja — żeby nie trzeba było szukać wykonawcy przy każdej drobnostce.
- Pilnowanie terminów. Domena, hosting, certyfikat, licencje płatnych wtyczek. Wygasła domena to strona, która znika w jeden dzień.
Razem to około godziny miesięcznie przy zwykłej stronie firmowej. Przy sklepie więcej, bo dochodzą codzienne kopie i test ścieżki zakupu po każdej aktualizacji.
Pięć możliwości — i dla kogo która
| Kto | Koszt | Mocna strona | Słaba strona |
|---|---|---|---|
| Ty sam | 0 zł + godzina miesięcznie | Najtaniej, pełna kontrola, uczysz się własnego narzędzia | Wymaga dyscypliny akurat wtedy, gdy się spieszysz. Przy awarii jesteś sam |
| Pracownik | jego czas | Ktoś na miejscu, zna firmę | Zwykle to dodatkowy obowiązek obok głównej pracy — i pierwsza rzecz, która zostaje odłożona |
| Wykonawca strony | abonament albo doraźnie | Zna tę konkretną stronę od środka — nie musi jej poznawać od nowa | Jeśli to jedna osoba, bywa niedostępny. Warto spytać, co się dzieje przy jego urlopie |
| Agencja | abonament | Zastępowalność, procedury, zwykle umowa z czasem reakcji | Zgłoszenie trafia do systemu, a stamtąd do kogoś, kto widzi Twoją stronę pierwszy raz. Stąd bierze się część rozliczanych godzin |
| Hostingodawca | w cenie albo niewielka dopłata | Pilnuje serwera, kopii po swojej stronie, czasem aktualizacji automatycznych | 🔴 Odpowiada za serwer, nie za Twoją stronę. Nie sprawdzi, czy po aktualizacji formularz nadal wysyła maile |
Ostatni wiersz jest tym, który najczęściej zaskakuje. Automatyczne aktualizacje po stronie hostingu to nie to samo co opieka. Automat zaktualizuje wtyczkę i nikt nie sprawdzi, czy coś się po tym nie zepsuło — a najgroźniejsze usterki są niewidoczne. Strona wygląda normalnie, tylko formularz przestał wysyłać maile i dowiadujesz się o tym po tygodniu.
Czego wymagać od kogoś, kto administruje Twoją stroną
Pięć pytań. Odpowiedzi na nie mówią więcej niż cennik:
- Gdzie leżą kopie zapasowe i kiedy ostatnio ktoś je odtworzył? Kopia, której nigdy nie przywrócono, jest założeniem, nie zabezpieczeniem. To najważniejsze pytanie z całej piątki.
- Kto dowie się pierwszy, że strona nie działa? Jeśli odpowiedź brzmi „zgłoście nam”, to nie jest monitoring.
- Czy dostanę raport z tego, co zrobiono? Abonament bez raportu to abonament, o którym po trzech miesiącach nie wiesz, czy cokolwiek dał.
- Na kogo zarejestrowana jest domena i kto ma dostępy? Jeśli nie na Ciebie — to nie jest Twoja domena, i dowiesz się o tym w najgorszym momencie. Opisałem to przy przejmowaniu strony po poprzednim wykonawcy.
- Ile godzin jest w abonamencie i co się dzieje z niewykorzystanymi? To rozstrzyga, czy płacisz za pracę, czy za gotowość.
Trzy sygnały ostrzegawcze
- „Wszystko jest aktualne” bez pokazania czego. Poproś o listę: wersja WordPressa, wtyczek, motywu i PHP. To cztery liczby, nie tajemnica.
- Dostęp administratora tylko po stronie wykonawcy. Masz prawo do własnego konta administratora na własnej stronie. Zawsze.
- Abonament taki sam dla wizytówki i dla sklepu. To dwie różne ilości pracy. Jeden cennik na oba znaczy, że przy jednym przepłacasz, a przy drugim dostajesz za mało.
Kiedy nie potrzebujesz nikogo
Wolę to napisać, niż udawać, że każda strona wymaga abonamentu.
- Strona-wizytówka, która się nie zmienia. Jeśli od dwóch lat nie zmieniłeś na niej ani zdania i nie zamierzasz, taniej wyjdzie jedna naprawa raz na jakiś czas niż stały abonament.
- Umiesz i chcesz robić to sam. Procedura nie wymaga programowania. Potrzeba godziny miesięcznie i nawyku.
- Przy pojedynczym problemie. Do rozwiązania jednej sprawy nie trzeba abonamentu — wystarczy konsultacja albo zwykłe zlecenie naprawy. Darmowa pomoc WordPress na oficjalnych forach i w dokumentacji wtyczek też bywa wystarczająca, zwłaszcza przy popularnych rozszerzeniach: ktoś przed Tobą miał ten sam problem i go opisał. ⚠ Działa to przy błędach powtarzalnych — przy czymś, co dzieje się tylko u Ciebie, forum nie pomoże, bo nikt nie ma dostępu do Twojej strony.
Granica przebiega tam, gdzie strona zaczyna realnie pracować na firmę: przychodzą z niej zapytania, treść się zmienia, a przerwa w działaniu kosztuje. Wtedy brak opieki jest droższy niż ona sama — i to nie jest slogan, tylko arytmetyka: jedna poważniejsza awaria albo infekcja kosztuje tyle, co kilkanaście miesięcy abonamentu.
Serwis WordPress a stała opieka — to nie to samo
Dwie różne usługi, często mylone:
- Serwis strony internetowej to reakcja na problem, który już jest. Strona nie działa, złapała infekcję, coś się zepsuło po aktualizacji. Płacisz za konkretne zlecenie: naprawa albo odwirusowanie, u mnie od 500 zł netto, z bezpłatną diagnozą.
- Opieka to praca, która ma sprawić, żeby ten telefon nie był potrzebny. Aktualizacje, kopie, monitoring i pula godzin na zmiany — w abonamencie.
Można korzystać tylko z serwisu i przy stronie, która się nie zmienia, bywa to rozsądne. Przy stronie, z której przychodzą zapytania — zwykle nie, bo serwis płaci się wtedy, gdy problem już kosztuje.
U mnie obsługa strony internetowej to 300, 650 albo 1 000 zł netto miesięcznie za 2, 5 albo 10 godzin prac, z aktualizacjami, kopiami i monitoringiem w cenie każdego pakietu. Przez cały czas pracujesz z jedną osobą — tą samą, która zna tę stronę od środka. Dlatego przyjmuję ograniczoną liczbę stron pod opiekę; przy większej ta obietnica przestałaby być prawdziwa.
Nie wiesz, w jakim stanie jest Twoja strona i czy w ogóle ktoś jej pilnuje? Zacznij od bezpłatnego audytu — podajesz adres, dostajesz raport z ponad pięćdziesięciu sprawdzeń. Bez dostępu do panelu i bez zobowiązań.